CZECHY CZ. II – BRNO – ATRAKCJE I INFORMACJE.

Podróżując samotnie po Morawach postanowiłem zajrzeć na dwa dni do Brna – drugiego co do wielkości miasta Czech (niespełna 400 tys. mieszkańców), a przy okazji stolicy Kraju Południowomorawskiego (Jihomoravsky kraj).

 

Pierwsza rada dla zmotoryzowanych turystów jadących do Brna: przed przyjazdem do tego miasta zróbcie rozpoznanie w sprawie miejsc parkingowych, bo w tej kwestii Brno to ciężki orzech do zgryzienia.

 

Centrum to stara zabudowa, nie przystosowana do przyjmowania dużej liczby aut, bez możliwości parkowania na chodniku, a jeśli już to w jakichś kosmicznych cenach. Kilka godzin parkowania podczas których pobieżnie zwiedzisz miasto – OK, nie spowoduje załamania budżetu, ale już dłuższy pobyt (w moim przypadku blisko dwudniowy) może trochę kosztować.

 

-Zaparkuję pod marketem – pomyśli niejeden.

 

Pod marketami pierwsza godzina jest za darmo, każda kolejna to wydatek około kilkunastu – kilkudziesięciu złociszy, więc trzeba się zastanowić nad tym rozwiązaniem.

 

 

 

Ponadto całe zabytkowe centrum miasta jest wyłączone z ruchu kołowego, więc chcąc nie chcąc musisz poruszać się tam z buta.

 

Kiepskim pomysłem jest szukanie miejsca postojowego na parkingach osiedlowych, między blokami. Takie parkingi posiadają szlabany, otwierane kodem lub pilotem przez mieszkańców – więc nie ma co liczyć na to rozwiązanie.

 

Podobnie sytuacja wygląda z parkingami różnych instytucji i firm w śródmieściu  – szlaban i brak wolnych miejsc.

 

Dlatego radziłbym szukać noclegu w obiekcie z parkingiem lub zaparkować gdzieś na obrzeżach miasta i do centrum dojechać publicznym transportem.

 

OK, kwestię parkingu mamy wyjaśnioną, teraz poszukajmy noclegu. 

 

W Brnie trafiłem na prawdziwy HIT! Jeden z najdziwniejszych, najciekawszych i najbardziej odjechanych obiektów noclegowych, w jakich było dane mi gościć.

 

Chodzi o hotel o nazwie FRANZ KAFKA SPITAL – obiekt bardzo dogodnie zlokalizowany w starej kamienicy, w murach której niedawno mieścił się najprawdziwszy szpital! Zresztą całe sąsiednie skrzydło tegoż budynku wciąż jest szpitalem. Spoglądając przez okno widzisz jak po drugiej stronie podwórka karetki dowożą pacjentów, jak panie pielęgniarki i salowe gawędzą przy papierosku, jak pacjenci wygrzewają się na słonku w małym ogródku.

 

Pokoje w tym hotelu mieszczą się w dawnych gabinetach lekarskich lub salach chorych i posiadają autentyczne wyposażenie starego szpitala: białe prycze ze szpitalną pościelą, szklane szafki, białe stoliki i krzesła. Nawet lampka nocna to szklana podświetlana tablica z literami o różnej wielkości – czyli diagram używany przez okulistów podczas badania wzroku. 

 

 

Schody i korytarze w tym hotelu są szerokie, łazienki przestronne i czyste, choć armatura (w dobrym stanie) pamięta jeszcze pewnie lata 70-te dwudziestego stulecia. W ogóle cały dizajn tego miejsca jest z głębokiej przeszłości 🙂

 

 

 

Za noc w pokoju dwuosobowym, przerobionym z gabinetu chirurgicznego (!) zapłaciłem około 80 zł, a w tej cenie miałem śniadanie w formie bufetu podawane w pomieszczeniu… – uwaga –  sali operacyjnej! 🙂

 

Nawet niezłe: chleb, masło, wędlina, ser, pasta jajeczno-jakaśtam, pomidory, ogórki, papryka, kawa, herbata, mleko, kakao itd. – czyli typowe hostelowa śniadaniowa wyżerka.

 

 

 

Personel w tym hotelu jest bardzo miły i profesjonalny, chętnie doradzi i do tego nie mają problemu z dogadaniem się po angielsku. 

Obiekt mieści się dosłownie kilka minut piechotką od najważniejszych atrakcji Brna. W pobliżu liczne sklepy, piwiarnie, bary itd. Nie jest dostępny parking – trzeba się nieźle nakombinować, by gdzieś  zostawić auto w przyzwoitej cenie.

 

Tak więc pierwszą ciekawostkę Brna mamy za sobą. Rzadko się zdarza, że nocleg w jakimś mieście jest atrakcją samą w sobie.

 

Ostrzegam jednak lojalnie: to, że mnie ten hotel przypadł do gustu wcale nie oznacza, że innym też się spodoba. Ja czułem się tam całkiem przyjemnie – inni nie muszą. Amen.

 

Ruszam więc w miasto. Pierwsze wrażenie – bardzo pozytywne. Stare Miasto wygląda na zadbane, kamienice są naprawdę ładne, oferta gastronomiczna bogata i zróżnicowana.

 

 

Ale prawdziwym zaskoczeniem (jakże pozytywnym) – jest olbrzymia liczba piwiarni i innych miejsc, w których można napić się złocistego trunku z pianką. Tak, piwo zakorzenione jest w czeskim stylu życia bardzo mocno, o wiele bardziej niż u nas.

 

W Brnie piwo można pić na siedząco, na półleżąco na leżakach, na leżąco, w hamakach, na stojąco. Na ławce i na drewnianej beczce. Na obudowie fontanny i na wygodnym fotelu. W ogródku i namiocie. Mają rozmach….

 

 

Udało mi się trafić na jakiś festyn z szeroką ofertą różnorakich jadeł, więc na chwilę musiałem przerwać zwiedzanie miasta, by popróbować lokalnych frykasów. 

 

 

Wzmocniony obiadem ruszam do obiektu z innej epoki. To bunkier atomowy  10-Z mieszczący się przy ulicy Husa (w wersji czeskiej to ulica Husova). Łatwo go rozpoznać, bo na dachu znajduje się charakterystyczny pomarańczowy Trabant

 

 

Obiekt  ten to setki metrów korytarzy. Wzdłuż ich sufitów biegną grube rury. Idąc ponurymi tunelami trafiamy do pomieszczeń wojskowej grupy dyżurnej, w których na ścianach wiszą – oprócz plakatów propagandowych – zielone, błyszczące płaszcze przeciwchemiczne, hełmy, maski przeciwgazowe. Z głośników dobiegają wojskowe komunikaty ostrzegawcze. Wydaje się, że za chwilę usłyszymy wycie alarmu, a z sali sypialnej wybiegną żołnierze, przywdzieją te zielone płaszcze, maski i hełmy, ze stojaka dobędą karabiny, gaśnice lub sprzęt do dekontaminacji i znikną gdzieś w mrocznym korytarzu, rozświetlanym tylko żarówką w kloszu z drutu stalowego.

 

Ponadto w bunkrze 10 – Z możemy obejrzeć stanowisko dowodzenia z autentycznymi środkami łączności z epoki, biblioteczkę pełną propagandowych pism i gazet, salkę kulturalną z pianinem oraz pomieszczenie barowe z kranami z piwem. Tak, to na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że jesteśmy w Czechach, kraju piwem płynącym. Niestety, nie było mi dane napić się piwa w bunkrze – wydaje mi się, że to tylko ekspozycja na potrzeby zwiedzających. 

 

Widziałem też przeszkloną salkę z pętlą zwisającą z sufitu. Czyżby sala egzekucyjna? Niestety, nie można było wejść do środka. 

 

 

Wstęp do bunkra 10-Z jest bezpłatny.

 

Mimo opuszczenia schronu pozostajemy w klimacie militarnym. Na jednym z centralnych placów Brna trafiam na ekspozycję składającą z kilkunastu stojących banerów, na których opisane są wojenne losy Polski we wrześniu 1939, walka z najeźdźcami z zachodu i wschodu, walka naszych żołnierzy w Tobruku i na innych frontach II wojny światowej (np. bitwa o Anglię), fenomen Państwa Podziemnego. Jest też wspomniana postać rotmistrza Pileckiego.

 

Przenosimy się do bardziej odległej przeszłości. W podziemiach kościoła św. Krzyża mieszczą się krypty kapucynów, a w nich przezroczyste trumny, przez których szklane wieka możemy zobaczyć szczątki mnichów sprzed kilku setek lat, w czymś co kiedyś było habitami.

 

Jest też trumna z doczesnymi szczątkami świętej Klementyny zmarłej w rzymskich katakumbach, a pochowanej właśnie w Brnie.

 

 

Mocne miejsce, robi wrażenie… Pociemniałe czaszki, wyszczerzone zęby – kolejne miejsce, które nie każdemu przypadnie do gustu. Brrrrr…… Brrrrrno!

 

Bilet normalny do krypt kosztuje 80 koron/13 zł, a ulgowy – 40 koron/ 6,6 zł.

 

Pora na coś weselszego, bo do tej pory opowiadałem o jakichś mrocznych miejscach: hotel w szpitalu, bunkier atomowy, trupy mnichów.

 

Takim bardzo przyjemnym miejscem i popularnym miejscem na Starym Mieście w Brnie jest Targ Zielny. To tu codziennie od godzin porannych do popołudniowych kupisz owoce, warzywa i kwiaty w sąsiedztwie fontanny z XVII wieku.

 

 

Teraz spójrzmy na Starówkę z góry. Najlepiej zrobić to z wieży kościoła św. św. Piotra i Pawła lub wieży ratuszowej – oba obiekty oferują podobne widoki, gdyż znajdują się w niewielkiej odległości od siebie. W pobliżu wejścia do wieży ratuszowej zobaczymy takiego oto stwora:

 

 

Jak wygląda Brno widziane z góry? Cóż, warto przyjrzeć się tylko i wyłącznie Starówce, z jej pięknymi kamienicami o pastelowych fasadach i z czerwonymi dachami. Poza centrum – nic specjalnego: jakieś tereny przemysłowe i osiedla mieszkaniowe.

 

 

Ostatnim miejscem które zwiedziłem podczas półtoradniowego pobytu w Brnie była twierdza Szpilberk, otoczona przez ładny, zadbany park. I tu kolejne polonicum – tablica upamiętniająca polskich więźniów z czasów zaborów oraz II wojny światowej. Niestety, nie było mi dane zwiedzić zamku, bo wnętrza były zamknięte z powodu pandemii, a na dziedzińcu trwały jakieś prace remontowe, więc musiała mi wystarczyć przechadzka po wałach twierdzy i oglądanie zabudowań z zewnątrz.

 

 

Postanowiłem przeto opuścić Brno i udać się do nieodległego miasta Slavkov u Brna, znanego dawniej jako Austerlitz. To w pobliżu tego miasteczka miała miejsce jedna z najważniejszych bitew wojen napoleońskich stoczona 2 grudnia 1805 roku pomiędzy francuską Wielką Armią a sprzymierzonymi oddziałami austriackimi i rosyjskimi. Starcie to zwane jest Bitwą Trzech Cesarzy, gdyż rzekomo trzej wielcy wodzowie brali w niej udział, jednak nie odpowiada to prawdzie historycznej, gdyż na przedpolach Slavkova obecni byli jedynie Napoleon Bonaparte i car Aleksander I.

 

Dodam tylko, że bitwę wygrały wojska Napoleona.

 

Na pole bitwy jednak nie dotarłem, poprzestałem na zwiedzaniu ogrodów barokowego pałacu w Slavkowie – z licznymi rzeźbami, basenami, oczkami wodnymi – świetne miejsce na chwilę wytchnienia nad wodą.

 

 

Kilka słów podsumowania: komu spodoba się Brno? Na pewno miłośnicy piwa będą tu w siódmym niebie. Największe miasto Moraw spodoba się też miłośnikom historii „z dreszczykiem”, którzy na pewno chętnie obejrzą bunkier atomowy 10-Z, czy też szklane trumny ze zwłokami mnichów. Ogólnie jest to całkiem przyzwoite miejsce na jedno-, dwudniowy pobyt, np. weekendowy lub podczas podróży w stronę Wiednia, Bratysławy lub Budapesztu. Albo oczywiście przepięknych, zielonych Moraw południowych. 

 

Jeżeli ktoś z czytających te słowa był w miejscach opisanych w niniejszym artykule – chętnie poczytam o Waszych  wrażeniach. Może ktoś odwiedził jakieś interesujące miejsce do którego nie dotarłem? Może przeżyliście przygodę, którą chcecie podzielić się z innymi? Jeśli tak – napiszcie parę słów komentarza. Z góry dziękuję!

 

Lubisz podróże? Spodobał Ci się ten wpis? Jeżeli TAK  – zajrzyj na Facebookowy  FANPAGE tego bloga i daj łapkę w górę! Z góry dziękuję!

Zapraszam również na mój profil na Instagramie oraz kanał na Youtube.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *