ROSJA CZ. XI – KAZAŃ – KOLOROWE MIASTO SMOKA.

Na początek ukłon w stronę purystów językowych i miłośników toponomastyki – działu językoznawstwa zajmującego się nazwami miejscowymi: w języku rosyjskim Kazań jest rodzaju żeńskiego, a więc jedziemy do tej Kazani, a nie do tego Kazania jak w języku polskim.

Przed wizytą w stolicy Tatarstanu wiele sobie obiecywałem, bo wszyscy napotkani po drodze ludzie, którzy pytali mnie o dalsze plany zgodnie stwierdzali, że to jedno z najpiękniejszych miast Rosji i jak się okazało mieli w tej kwestii stuprocentową rację.

Już tak mam, że miasta, w których się zakochuję od pierwszego momentu, dosłownie w ciągu kilku chwil dają mi znać, że są niezwykłe i ta zasada zawsze się sprawdza. Po prostu mają w sobie to coś, co powoduje, że już po kwadransie stwierdzam: tak, to jest TO miejsce.

Tak miałem na przykład  w indyjskich miastach JaisalmerUdaipur, wietnamskim Hoi An, etiopskim Harerze, senegalskim Saint Louis, kazachskim Almaty i kilku innych miejscach. Nie inaczej było w Kazani – zwanej Miastem Smoka – gdyż ta właśnie bestia widnieje w herbie stolicy Tatarstanu.

Traf chciał, że w pociągu z Jekaterynburga do Kazani dzieliłem przedział z francuską parą podróżników. Esther i Valentin wracają z wielomiesięcznej podróży po Chinach, Korei i Mongolii. Opowiadają fajne historie o tym ostatnim kraju. Może kiedyś się tam wybiorę? Planują kilkudniowy pobyt w Mieście Smoka, więc Kazań będziemy zwiedzać razem.

Dobra, dojechaliśmy.  Dworzec w Kazani prezentuje się okazale, zresztą jak większość rosyjskich stacji kolejowych. Ale ten kazański robi wrażenie bardziej nowoczesnego, czystszego i lepiej doinwestowanego.

 

 

Wiadomo, niedawno (w 2018 roku) w stolicy Tatarstanu rozgrywane były mecze piłkarskich mistrzostw świata, więc infrastruktura zyskała przy okazji tej imprezy.

Jest pora obiadowa więc trzeba coś wrzucić na ruszt.

 

 

W jednym z licznych przydworcowych barów zaspokajam głód i chwilę potem ruszam na podbój Smoczego Miasta – grodu nad Wołgą i Kazanką. To w pobliżu miejsca gdzie łączą się te dwie rzeki znajduje się kazański Kreml ze słynną wieżą Soyembike oraz przepięknym meczetem Kul-Szarif. Ale te obiekty zostawiam sobie na deser.

Każdy kto przyjeżdża do Kazani w celach turystycznych na pewno trafi na ulicę Baumanna (Baumanova ulitsa), która biegnie równolegle do Wołgi, a prostopadle do Kazanki.

Jest to popularny i bardzo przyjemny deptak, pełen knajp z kuchnią tatarską i nie tylko, sklepów z pamiątkami i  ulicznych artystów. Czyli coś jak moskiewski Arbat – tyle, że jakoś tak przyjemniej, chilloutowo i póki co mniej komercyjnie w porównaniu z moskiewskim odpowiednikiem.

 

 

Na północy ulica Baumanna dociera w okolice Kremla, otacza go łagodnym łukiem, a na południu dobiega do ulicy Puszkina w centrum miasta, pełnym nowoczesnych centrów handlowych, zagranicznych fastfoodów i biurowców. Oczywiście ta część miasta interesuje mnie znacznie mniej niż klimatyczne, orientalne okolice Kremla.

Jednym z bardziej znanych miejsc w Kazani jest Świątynia Wszystkich Religii totalnie pokręcone miejsce, w którym spotkali się Jezus, Budda, bóstwa indyjskie, egipskie i … uwaga… Włodzimierz Iljicz Lenin.

 

 

Twórcą tego niezwykłego miejsca był Ildar Chanow – lokalny artysta, który włożył wielki kapitał i wysiłek w powstanie obiektu mającego symbolizować jedność wszystkich religii. Miało to być centrum kulturowe, ośrodek leczenia uzależnień, obserwatorium astronomiczne, ale pomysłodawca nie doczekał realizacji, gdyż zszedł był jakiś czas temu.

Świątynia Wszystkich Religii mieści się na obrzeżach Kazani, przy ulicy Arakchinskoye Shosse biegnącej wzdłuż północnego brzegu rzeki Wołgi. Można tam dojechać autobusem, ale ja zdecydowałem się na taxi, bo chciałem zdążyć przed zachodem słońca, kiedy obiekt nabiera ciepłych, wyrazistych barw.

Miejsce jest ciekawe, wizualnie interesujące, ale – spójrzmy prawdzie w oczy – totalnie kiczowate. Łączy w sobie cechy prawosławnej cerkwi, meczetu, są też akcenty hinduistyczne, staroegipskie, judaistyczne i … komunistyczne.

 

 

 Odjazd na całej linii. Bilet kosztuje 100 rubli czyli około 6 zł.

Wracam bliżej centrum. Na północnym brzegu Kazanki kolejny ciekawy obiekt – Pałac Ślubów w kształcie wielkiej ciemnej misy czy urny na jasnym postumencie. Pałacu strzegą liczne skrzydlate smoki. Przestroga dla nowożeńców? 😉 Czy aby na pewno wiedzą w co się pakują? 😉

 

 

Wieczór spędzam na reprezentacyjnym wesołym i gwarnym deptaku czyli ulicy Baumanna, wśród zapachu szaszłyków i lejących się trunków.

Następnego poranka ruszam za miasto. Kilka kilometrów na północ od Kazani znajduje się miejsce bezsprzecznie wyjątkowe, a mianowicie Goluboye Ozero – czyli Jezioro Błękitne.

Dojazd  zapewnia autobus nr 40, bilet w jedną stronę kosztuje 27 rubli, czyli około 1,5 zł.

Wraz z moimi nowymi francuskimi znajomymi wysiadamy przy ruchliwej trasie, przemierzamy kilkaset metrów przez wiejskie ulice, wchodzimy do lasu, a po chwili ukazuje się nam niesamowity widok – niewielkie jeziorko z krystalicznie czystą wodą, w której odbijają się pobliskie drzewa obsypane liśćmi w pięknych kolorach trwającej właśnie tatarskiej jesieni.

Woda jest tak czysta, że z molo doskonale widać dno i stopnie pomostu zanurzające się w krystalicznej głębi. Na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić który schodek znajduje się nad wodą, a który już pod jej powierzchnią.

 

 

Dodatkowym atutem tego miejsca jest fakt, że nie jest ono zbyt popularne, dlatego turystów można policzyć na palcach jednej ręki. I dobrze – dzięki temu jest cicho, spokojnie i czysto.

Miejsce które opisałem znajduje się po prawej stronie autostrady przy której wysiedliśmy. Ale podobne jeziorko – moim zdaniem bardziej atrakcyjne –  znajduje się po lewej stronie trasy. Wystarczy przejść leśnym szlakiem pod pobliską szosą, by po kilkunastu minutach znaleźć się przy kolejnym przepięknym akwenie.

-Zupełnie jak Błękitna Laguna – szepcze urzeczona paryżanka Esther.

 

 

I ma rację. Stoimy dłuższą chwilę oczarowani krajobrazami jak z zupełnie innej części świata. A potem uwieczniamy na zdjęciach te niesamowite widoki.

Wracamy do Kazani. Naszym kolejnym celem Kreml – warownia na wzniesieniu. Centralny punkt najpopularniejszej atrakcji miasta to biały, lśniący meczet Kul-Szarif z seledynowymi kopułami. W dzień błyszczy światłem słonecznym,  w nocy jest pięknie iluminowany.

 

 

I właśnie wtedy wygląda naprawdę wspaniale. Jest to jeden z największych meczetów Europy. Powstał w 2005 roku, a jego otwarcie zgromadziło tysiące gości z całego świata.

Kreml kazański to nie tylko meczet, ale także słynna krzywa wieża Soyembike.

 

 

W jej pobliżu znajduje się piękny pałac prezydenta Tatarstanu, ale można go oglądać tylko z dala, zza kutej bramy.

 

 

Spod Kremla regularnie kursują czerwone autobusy wycieczkowe, zabierające turystów na wycieczkę po mieście.

 

 

Na tym nie kończą się atrakcje architektoniczne Miasta Smoka – o nie! Dosłownie kilkaset metrów od Kremla trafiamy na monumentalny budynek… Ministerstwa Rolnictwa Republiki Tatarstanu. Wiadomo jak to jest z tymi budynkami rządowymi w większości krajów świata – beton i zero klimatu.  Ministerstwo jest miłym wyjątkiem od tej reguły. Robi kolosalne wrażenie!

 

 

Zapadł zmrok. Rozstajemy się już na dziś. Idę trochę połazić po mieście. Przemierzam całą ulicę Baumanna, docieram do centrum, nowszej części Smoczego Miasta – wygląda ona znacznie lepiej wieczorową porą niż w dzień. Mniej ludzi i aut, spokojniej, a oświetlone budynki robią fajny klimat.

 

 

Ostatniego dnia w Kazani postanawiam odwiedzić jeden ze stadionów rozgrywanych rok wcześniej piłkarskich mistrzostw świata – Kazań Arena, leżący w nowej północno-wschodniej dzielnicy miasta,  nad rzeką Kazanką. To daleko od centrum, więc w autobusie spędzam prawie godzinę. To tu nasza reprezentacja dostała 0:3 od Kolumbii

 

 

Okazuje się, że stadion można zwiedzać, ale tylko w grupie i z przewodnikiem. Przy wejściu wisi karteczka z numerem telefonu. Dzwonię. Abonent niedostępny. Powtórka. I jeszcze jedna. To samo. Wychodzi na to, że też przegrałem 0:3 na tym stadionie 😉

Nie pozostaje mi nic innego niż obejrzenie Areny z zewnątrz. Obiekt jest naprawdę spory, więc jego okrążenie trwa trochę… Cóż, nie o to mi chodziło, ale lepsze to niż nic.

Ostatnie popołudnie i wieczór w stolicy Tatarstanu spędzam na nadrzecznym bulwarze, będącym połączeniem parku, centrum rozrywkowo-rekreacyjnego i gastronomicznego. Kolejne bardzo przyjemne i świetnie utrzymane miejsce.

 

 

Oprócz spaceru z widokiem na Kazankę można poopalać się na leżance, pohuśtać, pograć na ogólnodostępnym pianinie, pobujać w hamaku czy też wziąć książkę z szafki i poczytać na jednej z kolorowych ławek.

Wieczorem docierają Francuzi. Wypijamy pożegnalne piwko i odprowadzają mnie na dworzec kolejowy z którego nocnym pociągiem dojeżdżam do Moskwy, skąd nazajutrz wracam do Polski.

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł dołącz do grona Ziemian Objechanych i polub na Facebooku  FANPAGE  tego bloga.

Zapraszam również na mój profil na Instagramie oraz kanał na Youtube.

Komentarze dla: “ROSJA CZ. XI – KAZAŃ – KOLOROWE MIASTO SMOKA.” (ilość: 2 )

  1. Przepiękne widoki i ciekawa architektura. No i te ceny… Bardziej, niż umiarkowane. A za tym wszystkim setki lat historii tego miejsca. Kształtowanego przez Bułgarów Nadwołżańskich, Tatarów, Rosjan i przedstawicieli innych nacji.

    1. Witaj Rafacusie. Racja, ceny rosyjskie wciąż są w zasięgu kieszeni budżetowego turysty z Polski, choć czasy kiedy było tam tanio pewnie nigdy nie wrócą. A co do drugiej części Twojego wpisu pełna zgoda, trudno wymienić wszystkie nacje, które zamieszkiwały i kształtowały te tereny w zamierzchłych czasach…Ale wystarczy przejść się ulicami Kazani, by poczuć i zobaczyć tę wielokulturowość. Niesamowicie ciekawe zjawisko…Mix Orientu, Słowiańszczyzny a i ludy pochodzenia syberyjskiego dorzuciły swoje kilka groszy w kształtowanie się kultury wschodniej części Europy. Np. języki fiński, estoński czy węgierski pochodzą właśnie z syberyjskich bezkresów….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *