W podróży prędzej czy później zdarzy się coś, co spowoduje Twój kontakt z przedstawicielami organów ścigania. Nie trudno stać się ofiarą lub sprawcą jakiegoś drobnego wykroczenia lub przestępstwa. Moje doświadczenia w tej materii wyglądają tak:

Amsterdam: zaparkowałem „na chwilę” i gdzieś poszedłem. Po powrocie za wycieraczką znalazłem mandat na 40 guldenów.

Tirana: podobna historia, ale tym razem nie obeszło się bez poważniejszych konsekwencji, w tym finansowych i biurokratycznych. Zaparkowaliśmy w – wydawało się – nieprzypałowym miejscu. Wracamy po obiedzie, a po samochodzie ani śladu. Pierwsza myśl: ukradli….

Lipa po całości. Zostaliśmy w oddalonym kraju tylko w tym co mamy na sobie i przy sobie. Na dodatek kilka osób z naszego składu zostawiło w aucie paszporty, co było skrajną nieodpowiedzialnością.

Od sprzątacza zamiatającego ulicę dowiadujemy się, że jednak nie jest tak źle. Po prostu policja odholowała naszego busa na parking strzeżony za parkowanie w miejscu niedozwolonym. Zaczepiamy jakiś patrol, by wyjaśnić sprawę i dowiedzieć się jak odzyskać auto. Bariera językowa. Ni w ząb w jakimkolwiek  narzeczu.

Wykonujemy telefon do albańskiego przyjaciela, on na policję i dowiadujemy się, że auto jest na jakimś oddalonym parkingu policyjnym na przedmieściach. Jedziemy tam. Totalne ciemne zadupie. Na parkingu auta po pożarach i powypadkowe wraki, samochody i motocykle odzyskane po kradzieżach. Wśród nich nasza machina.Portier mówi, że nie wyda auta bez kwitu z policji, z którego będzie wynikać, że zapłaciliśmy mandat za parkowanie i pokryliśmy koszt holowania i parkingu policyjnego. Wpuszcza nas jednak do auta, byśmy mogli wziąć dokumenty, ciuchy na zmianę i szczotki do zębów.

Nocujemy u zaprzyjaźnionego Albańczyka, a nie w busie jak do tej pory. Rano idziemy na policję. A tu sobota….Formalności związane z pokryciem kosztów i odbiorem auta załatwić można dopiero w poniedziałek. A licznik bije, opłata za parking rośnie z każdą godziną….Madafaka…..

Po weekendzie regulujemy słony mandat i jeszcze bardziej słone należności za holowanie i pobyt auta na parkingu policyjnym. A wystarczyło nie parkować na zakazie. Mamy nauczkę.

Cluj-Napoca, Rumunia. Siedzimy z kumplem pod pomnikiem Avrama Iancu i pijemy wina z gwinta. Nagle z ciemności wyłania się patrol policji. Informują, że nie wolno spożywać alkoholu w miejscu publicznym pod karą grzywny i proszą o paszporty. Natychmiast wyrażamy skruchę i prosimy o łagodne potraktowanie. Na szczęście zakończyło się na pouczeniu.

Podobną historię miałem w Tunezji. Przeprosiliśmy za wykroczenie przeciwko przepisom tunezyjskiej ustawy o wychowaniu w trzeźwości i szybko się zwinęliśmy. Również obeszło się bez mandatu. Może nie chciało im się użerać z cudzoziemcami.

Moja rada na takie sytuacje: gęba w kubeł, skrucha, uśmiech, obietnica że więcej już nie będziesz. Powinno być dobrze. Głupotą jest pyskować, stawiać się lub okazywać wyższość lub lekceważenie. Są kraje gdzie za takie jazdy wylądujesz na dołku albo – jeśli za bardzo podskakujesz – oberwiesz gumą po grzbiecie.

Teodozja, Krym. Wracamy z nocnej imprezy rozbawieni, nie do końca trzeźwi i z pieśnią na ustach. Podjeżdża milicja i pyta: a wy kto? Chuligani czy turyści?

Grzecznie tłumaczymy, że kolega ma urodziny itd. Proponują nam podwózkę do miejsca zakwaterowania, bo jeszcze ktoś nas napadnie i oskubie z forsy. Dobra, wsiadamy do radiowozu.

Po drodze opowiadają jakie to mają niskie zarobki i że nawet paliwo do radiowozów muszą kupować za swoje pieniądze. Oho, wszystko układa się w logiczną całość. Sami kupują paliwo, ale podpitych turystów odwożą do domu. Nie trudno było przewidzieć co było dalej: sugestia wsparcia finansowego. Dałem im jakieś kilka groszy, ale towarzyszącego mi Rosjanina skroili na coś około 50 zł.

O korupcji drogówki w d. Związku Sowieckim krążą legendy i przekonałem się, że nie w nich cienia przesady. Kto jeździł po Kirgistanie wie o czym mowa. Dramatycznie i bezczelnie zdzierają kasę z kierowców za rzeczywiste i urojone wykroczenia. Podobnie jest na Ukrainie.

Ale spotkałem też porządnych i pomocnych policjantów. W Iranie dwukrotnie zorganizowali mi transport, podobnie jak w Etiopii, gdzie zatrzymali ciężarówkę i poprosili kierowcę, by mnie zabrał.

Nie zliczę kontroli policyjnych i legitymowań, które spotkały mnie w większości krajów, w których toczą się konflikty np. we wschodniej Turcji, Libanie, newralgicznej Casamance – południowej prowincji Senegalu, indyjskim Assamie, a także zwykłych kontroli bagażu przed wejściem do metra, co jest na porządku dziennym w Chinach, Azerbejdżanie, Kazachstanie i na Filipinach. W tym ostatnim kraju zdarza się to nawet przy wejściu do marketów lub galerii handlowej i trwa dwie sekundy. Wystarczy samemu otworzyć plecak i pokazać zawartość.

W niektórych zapalnych regionach świata wzmożone kontrole odbywają się w okolicach synagog i meczetów. Nie zdziw się, gdy nagle wyrosną znikąd panowie w ciemnych okularach, ze słuchawkami w uszach i z wypchanymi marynarkami. Zachowaj spokój, pokaż bagaż i po wszystkim.

Wielokrotnie byłem celem kieszonkowców i różnych złodziejaszków. Na szczęście nie udało się im zwojować zbyt dużo.

Plecak rozcięty skalpelem lub żyletką przez kalkuckiego doliniarza, ręka rumuńskiego kieszonkowca krążąca zbyt blisko mojego portfela, drobna kradzież w indyjskim pociągu, wybita szyba na parkingu w Bośni i kradzież jakichś drobiazgów z wnętrza auta, kradzież torby z otwartego bagażnika  w rumuńskim Brasovie. Dlaczego otwartego? Bo byliśmy w samochodzie i czekaliśmy na kolegę, który poszedł do bankomatu. Złodziejaszek podkradł się od tyłu, cichaczem otworzył tylną klapę, wziął to, co wpadło mu w oczy i zaczął zwiewać.

Natychmiast zaalarmowali nas przechodnie:

-Cygan z brodą ukradł wam torbę, tam ucieka!!!

Odpalam więc maszynę i z piskiem opon ruszam za złoczyńcą. Mam z nim kontakt wzrokowy przez jakieś 100 metrów, potem wbiega w osiedle. Wysiadamy i kontynuujemy pościg pieszo. Wszystko na nic, facet zna teren, jest u siebie, więc po chwili tracimy go z oczu. Na szczęście w torbie, którą nam zakosił nie było nic ważnego ani drogocennego.

Jakie wnioski z powyższych opowieści? Bardzo proste: trzeba mieć się na baczności zawsze i wszędzie, szczególnie w ruchliwych i zatłoczonych miejscach. Pieniądze, droższe rzeczy i dokumenty mieć dobrze ukryte i nie prowokować niebezpiecznych sytuacji. Jednocześnie nie popadać w paranoję, że każdy chce nas okraść, bo taka postawa może skutecznie popsuć radość z podróżowania.