ROSJA CZ. VI – BAJKAŁ POŁUDNIOWY, KOLEJ WOKÓŁBAJKALSKA, DOLINA TUNKIŃSKA.

Większość podróżników przemierzających bezkresy Syberii pewnie w końcu trafi do Sludianki – niewielkiej miejscowości na południowo – zachodnim wybrzeżu Bajkału. Dzieje się tak, gdyż miasteczko to jest ważnym węzłem komunikacyjnym na trasie Irkuck-Ułan Ude oraz dobrą bazą wypadową do Doliny Tunkińskiej i początkową/końcową stacją słynnej turystycznej Kolei Wokółbajkalskiej – tzw. Krugobajkałki, jadącej kilka godzin wzdłuż  bajkalskiego wybrzeża i oferującej niesamowite widoki największego jeziora świata.

Podróż koleją z Ułan Ude do Sludianki trwała około sześciu godzin i nie miała historii… Hmm… Czy na pewno? W pewnym momencie pociąg zaczął jechać nad samym brzegiem jeziora. Przespałbym ten moment, ale nie dało się za sprawą setek chińskich turystów, dla których – tak jak dla mnie – było to pierwsze spotkanie z Bajkałem. Rzucili się do okien wagonu z aparatami gotowymi do „strzału”, piskiem, ochami i achami. Nic dziwnego. Ta chwila na zostaje długo w pamięci! Przecież to BAJKAŁ, nie byle co!

 

 

Po dotarciu do Sludianki wchodzę na most nad torami kolejowymi i uwieczniam niewiarygodnie długi pociąg, którym tu dotarłem. Ma chyba z pół kilometra!

Inną ciekawostką jest sam budynek stacji kolejowej w Sludiance, wykonany z marmuru.

W centrum miasteczka dobrym punktem orientacyjnym jest  zabytkowy parowóz.

 

 

Przybywającym do Sludianki zdrożonym i wygłodniałym podróżnym mogę polecić całodobową jadłodajnię, z usług której korzystają głównie kolejarze, ale również plecakowi turyści. Niedroga i niezła opcja obiadowa. Adres: ulica Żeleznodorożnaja 28 – niedaleko stacji kolejowej. Dwudaniowy obiad kosztuje około 250 rubli (15zł). Stołówka z zewnątrz może nie wygląda imponująco, ale w środku jest znacznie lepiej.

 

 

W pobliżu jest dworzec autobusowy, skąd można jechać zarówno na północ do Irkucka, na wschód do Ułan Ude i na południe – do górskiego kurortu Arszan, a stamtąd do gorących źródeł w Żemczug nad rzeką Irkut, w Dolinie Tunkińskiej.

 

 

Ułan Ude mam już zaliczone, w Irkucku będę za kilka dni w czasie drogi na wyspę Olchon więc siłą rzeczy decyduję się na spędzenie czasu w Arszan i okolicach. O pięknie tych okolic słyszałem dużo dobrego, więc w drogę!

Ze Sludianki do Arszan kursuje marszrutka, ale tylko jedna dziennie – o 9 rano.  Przejazd trwa około 2 godzin, i kosztuje 300 rubli  (18 zł).

 

 

Kierowca je obiad i wraca do Sludianki. Dlaczego o tym piszę? Bo nie ma możliwości rannego wyjazdu do Arszan i powrotu wieczorem, no chyba, że ma się własny transport, albo spróbuje się złapać stopa. Dlatego też trzeba spędzić w Arszan noc, co sprawi, że będziemy mieć więcej czasu na zwiedzenie tutejszych atrakcji i odetchnięcie świeżym górskim powietrzem.

 

 

Można też nie wracać do Sludianki, ale od razu szukać autobusu do Irkucka lub Ułan Ude albo innych miejsc.

Wbijam się więc do marszrutki do Arszan. U celu otaczają mnie miejscowi z tabliczkami reklamowymi swoich pensjonatów, ale wybieram coś innego. Nocowaliście kiedyś w sowieckim sanatorium? Ja też nie! I właśnie nadarzyła się okazja na nadrobienie zaległości 🙂

Zaledwie kilkadziesiąt metrów od końcowego przystanku marszrutek znajduje się typowy budynek z czasów dawno minionych, a w nim sanatorium.

 

 

Lokalna emerytka, poznana w busiku, doradziła mi ten obiekt jako nocleg, czemu więc nie spróbować? Cena znośna, coś około 1000 rubli (61 zł), warunki niezłe, balkon wychodzący na park, pokoje czyste – czyli same plusy.

Do minusów zaliczyłbym obsługę – wprawdzie dość miła, ale ruchy mają jak mucha w smole, o wszystko trzeba prosić kilka razy, nikt się nie spieszy, a wydobycie jakiejkolwiek informacji to droga przez mękę. Nie z powodu bariery językowej, bo z tym akurat nie mam kłopotów, ale dlatego, że po prostu im się nie chce. Typowe sowieckie podejście do pracy i klientów. Czas stanął w latach sześćdziesiątych i ani myśli ruszyć z miejsca.

Aha, i łazienki…. Tylko zbiorowe na parterze i wołające remontu. Natychmiast. Jednak pomimo tych niewielkich niedogodności pobyt w sanatorium oceniam jako ciekawe i przyjemne doświadczenie za sprawą bardzo dogodnego położenia w centrum Arszan i wśród iglastego lasu, produkującego niesamowite ilości świeżego powietrza, pachnącego świerkiem i sosną.

Żeby zameldować się w sanatorium trzeba odwiedzić registraturę (czyli rejestrację) na przystanku autobusowym, kilkadziesiąt metrów od sanatorium, wypełnić jakieś świstki i dokonać opłaty.

 

 

Możliwe, że można tam wykupić jakieś zabiegi – w końcu to sanatorium, ale osobiście nie korzystałem z tej opcji.

Z tego samego miejsca odchodzą prywatne (oznakowane lub nie) taksówki do gorących źródeł w miejscowości Żemczug położonej około 30 km od Arszan. Znajduje się tam ośrodek wypoczynkowy z zapleczem gastronomicznym i domkami do wynajęcia.

Same źródła to kilka niepozornych basenów o różnej wielkości i głębokości. Łatwo tam trafić po zapachu zgniłych jaj 😉 Temperatura wody jest wysoka, więc kilkanaście minut kąpieli wystarczy. Potem zaczyna kręcić się w głowie.

 

 

Po rozgrzaniu się w basenie można, a nawet trzeba wskoczyć do rzeki Irkut, płynącej nieopodal i rozkoszować się widokami Sajanów.

 

 

Normalną praktyką jest to, że w cenę przejazdu na trasie Arszan-Żemczug-Arszan wliczone jest około godzinne oczekiwanie kierowcy. Tyle czasu spokojnie wystarczy na kąpiel w gorących źródłach, rzece Irkut i jakąś przekąskę, piwko lub herbatkę. Cena przejazdu wynosi około 1200 rubli / 73 zł (za auto, nie za pasażera), ale rano, gdy konkurencja jest większa można ją trochę zbić.

Wracam do Arszan. Na obrzeżach tej miejscowości znajduje się wejście do pięknej doliny, dnem której wije się wzburzony strumyk.

 

 

Rozpoczynając spacer wśród skał i lasów oglądam takiego oto Buddę:

 

 

Na końcu dolinki (około 1h spokojnego spaceru szlakiem) znajduje się niewielki wodospad. Okoliczne widoki – prima sort!

 

 

Dolina to bardzo popularne miejsce wśród turystów, więc tutejsza ludność adresuje do nich swoją ofertę handlową: zioła, owoce, miody, orzechy, nalewki, wyroby ze skór, buty, pamiątki, wełniane rękawice itd.

 

 

Arszan słynie z wód mineralnych – wielu turystów przyjeżdżających do tego kurortu zaopatruje się w plastikowe baniaki, kanistry i butelki, by potem napełnić je leczniczą wodą z tego ujęcia w kształcie chłopca w stroju ludowym.

 

 

Jest taki zwyczaj, że po nabraniu wody wrzuca się jakieś drobne pieniążki do czapki chłopaka.

 

 

Czas w górskim kurorcie Arszan za sprawą licznych atrakcji mija błyskawicznie. Po noclegu w sanatorium wracam marszrutką do Sludianki i melduję się w bardzo przyjemnym, drewnianym hotelu nad brzegiem Bajkału,  kilkadziesiąt metrów od wód największego jeziora świata. Za zaledwie 1000 rubli (61 zł) dostaję trzyosobowy, przyzwoity pokój z łazienką. Personel bardzo miły i pomocny – duża różnica w stosunku do załogi sanatorium w Arszan minionej nocy.

 

 

Kilka dni wcześniej, jeszcze w Ułan Ude, znalazłem na ulicy banknot 200 rubli (12,2zł). Postanowiłem uzyskane w ten sposób środki przeznaczyć na jakąś wyjątkową okazję. Mianowicie na powitanie Bajkału. Odwiedzam więc najbliższy spożywczak, skąd wychodzę z dużą butlą Białego Niedźwiedzia – całkiem niezłego rosyjskiego piwa, które smakuję na ławce na brzegu Bajkału. Wprawdzie picie alkoholu w Rosji w miejscach publicznych karane jest mandatem, ale co mi tam…;-) Smak piwa w takich okolicznościach przyrody, nad legendarnym Bajkałem jest tego wart :-). Na szczęście nikt się nie czepia i w spokoju mogę dopić Białego Niedźwiedzia

.

 

Góra z górą się nie zejdzie… Napotykam panią Natalię, poznaną dzień wcześniej w busie do Arszan. Emerytowana kolejarka to prawdziwa kopalnia wiedzy o Syberii i Bajkale. Jako pracownica kolei, a tym samym posiadaczka biletu wolnej jazdy zwiedziła pociągiem spore połacie Rosji, zarówno części europejskiej i azjatyckiej i naprawdę ma co opowiadać. Poza tym jest naprawdę wesołą, miłą i ciepłą osobą, dzielnie znoszącą przeciwności losu i trudy życia w sowieckiej i współczesnej Rosji. Wspólnie obserwujemy zachód słońca nad Bajkałem, rozmawiając o dalekich i pięknych miejscach, które odwiedziliśmy lub które może kiedyś odwiedzimy.

 

 

Wieczorem idę na dworzec kolejowy w Sludiance kupić bilet na Krugobajkałkę, czyli słynną Kolej Wokółbajkalską na trasie Sludianka – Port Bajkał.

Idzie gładko. Kasjerka z miłym uśmiechem stwierdza: „świetnie pan mówi po rosyjsku, ale pewnie woli pan informacje po angielsku” i wręcza mi rozkład jazdy Krugobajkałki w tym języku.

 

 

Bilet kosztuje 152 ruble (9,2 zł). Cena dotyczy przejażdżki lokalnym pociągiem zwanym „Matania”. Kursuje też podobno jakiś pociąg nastawiony typowo na turystów, o wyższym standardzie i – co jasne – wyższej cenie.

Krugobajkałka jest interesująca z wielu względów: Widoki Bajkału które oferuje zapierają dech, a w pociągu można spotkać wielu ciekawych ludzi, głównie mieszkańców okolicznych wiosek. Można też zapoznać się z ciekawą infrastrukturą kolejową – potężnymi stalowymi mostami i krótszymi lub dłuższymi tunelami.

 

 

Nazajutrz w południe wpadam na obiad do pani Natalii – emerytowana kolejarka zaprosiła mnie na  własnej roboty naleśniki. Nie musiała dwa razy powtarzać zaproszenia – uwielbiam naleśniki 🙂 Otrzymuję od niej torebkę z syberyjskim ziołem leczniczym sagan dali, dodawanym do herbaty.

Po pysznym obiedzie żegnam z wdzięcznością starszą panią i mknę na stację kolejową.

Przed dworcem w Sludiance zatrzymał się autokar, z którego wysypało się kilka tuzinów chińskich turystów. Błyskawicznie zajęli stoliki w dworcowych barach i posilają się przed podróżą. To oni będą stanowić dużą część moich współpasażerów w drodze do Port Bajkał.

 

 

Pociąg do Port Bajkał wystartował o czasie.

 

 

Na pokładzie nieliczni turyści z Europy, większość stanowią mieszkańcy okolicznych wiosek z torbami i koszami z zakupami oraz grzybiarze, myśliwi i wędkarze.

 

 

Za oknami spokojna tafla Bajkału, po której co jakiś czas sunie motorówka lub żaglówka. Wybrzeże porośnięte drzewami i krzakami.

 

 

„Matania” co trochę zatrzymuje się na krótki postój, podczas którego można wysiąść z wagonu i podziwiać tutejszą przyrodę.

 

 

Most, tunel, most, kolejny tunel… Ale przede wszystkim Bajkał lśniący za szybami pociągu. Na horyzoncie majaczy przeciwny, górzysty brzeg jeziora.

 

 

W końcu – po pięciu godzinach jazdy – jestem w Port Bajkał, gdzie Angara wypływa z Bajkału. To miejsce nie robi najlepszego wrażenia. Na brzegu cumują kupy zardzewiałego żelastwa, które kiedyś były statkami.

 

 

Jest wprawdzie jakieś drewniane molo, ale zamknięte. I dobrze, bo wejście na nie mogłoby skutkować poważnymi konsekwencjami – w tak opłakanym stanie jest ten pomost.

 

 

By dostać się do Irkucka – kolejnego etapu mojej misji – trzeba najpierw przeprawić się na drugi brzeg Angary, która jest w tym miejscu naprawdę szeroka.

 

 

Najtańszą opcją jest prom przewożący pasażerów Krugobajkałki do Listwianki, leżącej po drugiej stronie rzeki. Ale robi się już późno, lada chwila zapadną ciemności, a tu okazuje się, że prom ma zamiar wystartować dopiero za półtorej godziny.

 

 

Mając na uwadze, że do Irkucka mam jeszcze kawał drogi – decyduję się na pokonanie Angary transportem prywatnym w postaci motorówki. Wskakuję do środka, zakładam pomarańczowy kapok i fruuu... Mkniemy z hukiem silnika przez wzburzone fale. Ostro bujało, bo wiatr był silny, a rzeka niespokojna.

 

 

Wysiadam cały mokry, bo woda co chwilę zalewała pokład.

Po kilku minutach tej szaleńczej, ale przyjemnej podróży motorówka osiąga drugi brzeg Angary, skąd marszrutką dojeżdżam do Irkucka. Spędzę tam jedną noc, by nazajutrz skierować się na leżącą u zachodniego brzegu Bajkału wyspę Olchon absolutny hit pobytu na Syberii, ba – całej podróży po Rosji!

Lubisz podróże? Spodobał Ci się ten artykuł? Jeśli TAK  – odwiedź i polub FANPAGE

tego bloga i dołącz do grona Ziemian Objechanych 🙂

Zapraszam również na mój profil na Instagramie i kanał na Youtube.

Komentarze dla: “ROSJA CZ. VI – BAJKAŁ POŁUDNIOWY, KOLEJ WOKÓŁBAJKALSKA, DOLINA TUNKIŃSKA.” (ilość: 1 )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *