ROSJA CZ. IV – SANKT PETERSBURG – ATRAKCJE, INFORMACJE.

Na początek dobra wiadomość dla chcących odwiedzić Sankt Petersburg. Od 1 października 2019 roku można wjeżdżać do Sankt Petersburga i okolic (czyli Obwodu Leningradzkiego) BEZ WIZ,  a właściwie na podstawie bezpłatnej wizy elektronicznej, którą można uzyskać tu:

 

https://electronic-visa.kdmid.ru/spb_home_en.html

 

Jak wynika z informacji na stronie obecnie można wjechać do Sankt Petersburga na podstawie wizy elektronicznej przez graniczne przejścia lotnicze, morskie, samochodowe i piesze, natomiast chwilowo jest to niemożliwe przez przejścia kolejowe. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni, po dostosowaniu infrastruktury przejść kolejowych do obsługiwania turystów korzystających z dobrodziejstwa wiz elektronicznych.

CHARAKTERYSTYKA:

Sankt Petersburgu, zwanym dawniej Petersburgiem, Piotrogradem, a jeszcze całkiem niedawno Leningradem powiedziano i napisano chyba wszystko… „Wenecja Północy”, „najmniej rosyjskie miasto Rosji”, dawna stolica Imperium, „okno na świat”, kulturalna stolica kraju, „druga stolica”, „północna stolica” – te obiegowe nazwy chyba najlepiej charakteryzują to niezwykłe miasto.

Miejsce, gdzie rozpoczęła się Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa, która może była i wielka, nie do końca socjalistyczna i na pewno nie październikowa – według  kalendarza gregoriańskiego wybuchła  w nocy z 6 na 7 listopada 1917, ale według obowiązującego w Rosji przedbolszewickiej kalendarza juliańskiego – miało to miejsce z 24 na 25 października.

Sankt Petersburg nosi tę nazwę od 1991 roku, kiedy to postanowiono wrócić do „korzeni”  i zmienić nazwę miasta z dotychczasowego Leningradu. Co ciekawe – do tej pory okolice Pitera (popularna nazwa miasta) nazywają się Obwód Leningradzki, a tutejsze lotnisko Pułkowo nie zmieniło kodu, który wciąż brzmi LED, czyli jak w czasach gdy miasto nazywane było Leningradem.

Dlaczego „Wenecja Północy„? Gród leży na kilkudziesięciu wyspach, połączonych prawie 400 mostami. Wiele z nich to mosty zwodzone, podnoszone na noc w celu ułatwienia żeglugi.

Siedziba licznych pałaców, teatrów, uniwersytetów, zabytkowych świątyń prawosławnych, judaistycznych i meczetów. Jest nawet świątynia buddyjska. Niezliczone muzea z najważniejszym i największym – Ermitażem.

RELACJA Z POBYTU:

Do „Pitera” dotarłem nocnym pociągiem z Moskwy. Przyznaję: luksusowym, wygodnym, bardzo czystym, z dobrą obsługą. Od razu rzuca się w oczy różnica między Moskwą a Sankt Petersburgiem.

 

 

Jest jakoś tak inaczej… Bardziej na poziomie. To tak jakby przyjechać z Warszawy do Krakowa. Prawdziwa Europa. A nawet Wielki Świat!

Inaczej (lepiej) ubrani ludzie, luźniejsza i weselsza atmosfera, przyjemne knajpy w olbrzymiej liczbie, niezliczone galerie, kluby muzyczne, muzea, architektura, parki, koncerty, uliczni artyści. Czyli wszystko inne. Tylko tłumy chińskich turystów tak nieprzebrane jak w Moskwie, a może nawet liczniejsze 😉

Nawet Metro petersburskie, choć równie zatłoczone jak moskiewskie, jest wiele przyjemniejsze i też nasycone sztuką. Jesteśmy przecież w kulturalnej stolicy Rosji i ta nazwa to nie przesada. Mniej elementów socrealistycznych, więcej marynistycznych. W końcu jesteśmy nad Bałtykiem.

 

 

Zwiedzanie rozpoczynam od Carskiego Sioła, carskiej rezydencji w miejscowości Puszkin, na południe od SP. Olbrzymi kompleks pałacowo-parkowy, dawna rezydencja carska. Niesamowite! (tego słowa będę używać nader często w odniesieniu do atrakcji Sankt Petersburga).  Kolorowe klasycystyczne pałace, popiersia starożytnych filozofów z odbarwionymi nosami. Wielu turystów sądzi, że złapanie za nos Sokratesa lub Platona da im szczęście lub mądrość, stąd tarmoszą za nosy popiersia mędrców.

Oczywiście obowiązują różne ceny biletów dla Rosjan i – wyższe – dla turystów zagranicznych, ale moi rosyjscy znajomi mówią „bądź cicho” i kupują mi bilet w cenie dla lokalsów. Wchodzę więc na teren rezydencji carskiej jako Ruski. A oto Carskie Sioło:

 

 

Kolejny dzień rozpoczynam przejażdżką autobusową do – moim zdaniem – najpiękniejszej atrakcji Petersburga i okolic, mianowicie innej carskiej rezydencji tj.  Peterhof, leżącego nad Bałtykiem.

To dopiero jest odjazd! Podobnie jak w wypadku atrakcji Moskwy radzę kupić bilet do tego miejsca z wyprzedzeniem, przez internet.  No, chyba, że ktoś lubi stać w kolejkach 😉

 

 

Do Peterhofu można łatwo dostać się z Sankt Petersburga busikiem startującym sprzed stacji metra Baltijskaja (czerwona linia). Przejazd trwa około 40-50 minut i kosztuje kilka złotych, busik dowozi praktycznie do samego wejścia do carskiej rezydencji.

Chwilę później jestem na pięknej, szerokiej alei prowadzącej do zabudowań pałacowych.

 

 

Zadbana, przystrzyżona zieleń, błysk złotych kopuł, fontanny i oczka wodne.

 

 

Ale najlepsze przede mną. Po kontroli biletów wchodzę do górnego ogrodu, skąd roztacza się taki widok:

 

 

Idę dalej, w stronę bałtyckiego wybrzeża – nad Zatokę Fińską.

 

 

W oddali majaczy strzelista bryła Łachta Centr,  budynku  szykowanego na nową siedzibę Gazpromu. To najwyższy budynek Petersburga i całej Rosji, ba – nawet Europy! Wznosi się na 462 metry.

 

 

Po powrocie do Petersburga zwiedzam legendarny krążownik Aurora. Wystrzał z jego dział podobno rozpoczął wybuch Rewolucji Październikowej. Napisałem „podobno”, bo prawda historyczna – jak twierdzą niektórzy – była zupełnie inna.  Bilet wstępu dla dorosłych kosztuje 600 rubli (36 zł),  okręt jest czynny  codziennie oprócz poniedziałków i piątków w godzinach 11-18.

 

 

Potem ponad godzinna przejażdżka statkiem wycieczkowym po rzece Newie i licznych kanałach. Świetna okazja by w krótkim czasie zobaczyć z innej perspektywy najważniejsze atrakcje miasta.

Siada się na odkrytym górnym pokładzie. Każdy pasażer dostaje poduszkę i kocyk. Przy odrobinie szczęścia trafi się na stateczek z jakimś lokalnym zespołem w oryginalnych strojach, grającym rosyjskie piosenki ludowe i popularne przeboje.

 

 

Kolejna unikalna atrakcja grodu nad Newą to wycieczka po dachach. W internecie znajdzie się liczne firmy świadczące takie usługi. Spotykasz się o wyznaczonej godzinie w umówionym miejscu z przewodnikiem (przeważnie studentem znającym angielski), który dysponuje kluczami do dachów starych kamienic lub wysokich centrów handlowych. Niepowtarzalna możliwość obejrzenia starej części miasta w perspektywie 360 stopni. Zanim wybierze się usługi tej czy innej firmy należy porównać ceny i ofertę oraz poczytać opinie innych turystów. Ceny zaczynają się od 20 USD za godzinę od osoby.

 

 

Piękny w dzień, magiczny w nocy. Petersburg jest cudowny o każdej porze. Wieczorem siadam przy piwku nad jednym z licznych kanałów i napawam się urokiem podświetlonych kamienic, mostów i świątyń.

 

 

Kolejny dzień, kolejne atrakcje… Zaczynam od soboru świętego Izaaka, którego złota kopuła widoczna jest z daleka. Ta świątynia to prawdziwe arcydzieło, zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Po raz kolejny, nie pierwszy i nie ostatni opada mi szczęka.

To największa cerkiew w Sankt Petersburgu i jedna z największych w Rosji – 101, 5 m wysokości. Widziałem już wiele budowli sakralnych chyba wszystkich najważniejszych wyznań świata, ale ta katedra mnie naprawdę zachwyciła. Można ją oglądać codziennie oprócz środy  od 10.30 do 18.00, bilet kosztuje 200 rubli (12 zł). Warto!

 

 

W pobliżu świątyni trafiam na pomnik cara Piotra I z ciekawym, oryginalnym cokołem w postaci skały w kształcie wzburzonej morskiej fali, na grzbiecie której mknie jeździec – właśnie car Piotr I. Inskrypcja po łacinie i rosyjsku mówi, że pomnik jest pamiątką od carycy Katarzyny II dla Piotra I.

 

 

Pozostajemy w kręgu budownictwa sakralnego. W północnej części Sankt Petersburga, w dzielnicy mieszkalnej,  znajduje się świątynia buddyjska. Dojazd metrem (fioletowa linia) do stacji Staraja Dieriewnia, stamtąd kilka minut piechotą w stronę południową. W pobliżu stacji metra znajduje się niewielki targ warzywno-owocowy i przyzwoita, niedroga restauracja z kuchnią uzbecką i kirgiską. Serwują naprawdę niezłe koryto.

 

 

Idąc do świątyni spodziewałem się jakiejś marnej podróby, ale nic z tych rzeczy – można przez chwilę zapomnieć, że znajdujemy się w europejskiej części Rosji i poczuć się jak gdzieś w Tybecie. Płoną wonne kadzidła, mnisi w szafranowych szatach odprawiają buddyjskie modły, słychać grzechotki i tamburyny.

 

 

Na koniec pobytu w Sankt Petersburgu zostawiam Ermitaż, (informacje na temat biletów i godzin otwarcia: http://www.hermitagemuseum.org), jedno z największych i najwspanialszych muzeów świata, stojące w jednym rzędzie z Luwrem, El Prado czy British Museum.

Główna ekspozycja mieści się w dobrze rozpoznawalnym Pałacu Zimowym, ale wystawy zajmują też kilka innych budynków. 24 km korytarzy (!), tysiące rzeźb, malowideł i innych eksponatów ze wszystkich okresów i kultur, od starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu, po czasy nam bliższe – a wszystko w zapierających dech wnętrzach carskich pałaców, pełnych ozdobnych żyrandoli, mebli, luster, dywanów.

 

 

Rembrandt, Tycjan, Gauguin, Picasso, Monet, Matisse… Długo wymieniać. Tylko 5% zbiorów będących w posiadaniu Ermitażu jest udostępnionych dla zwiedzających! Nie tylko znane nazwiska, lecz również dzieła anonimowych twórców syberyjskich z odległych czasów.

Chyba nikt nie jest w stanie określić ile czasu potrzeba na zwiedzenie Ermitażu. Spędziłem tam około 6 godzin i nie zobaczyłem nawet połowy, nie mówiąc o dokładnym przyglądaniu się eksponatom, a i tak wyszedłem oszołomiony nadmiarem wrażeń. Dlatego też resztę dnia spędzam na przylegającym do muzeum Placu Pałacowym, olbrzymiej przestrzeni pełnej ulicznych artystów i turystów z każdego zakątka globu.

 

 

Ostatni dzień przed wylotem na Syberię spędzam za miastem, mianowicie nad Ładogą, największym jeziorem Europy,  znajdującym się niecałą godzinę jazdy autobusem od Sankt Petersburga. Na cel biorę Szlisselburg, (dojazd autobusem ze stacji metra Ulica Dybenko) leżący w miejscu, skąd Newa wypływa z Ładogi. Znajduje się tam niewielka wysepka ze słynną twierdzą, zwaną Orieszek, gdzie więzieni byli m.in. Walerian ŁukasińskiLudwik Waryński. Dziś z twierdzy pozostały ruiny i trochę starego żelastwa, będącego niegdyś armatami, więc zwiedzenie tego obiektu nie zajmuje zbyt wiele czasu.

 

 

Za to prawdziwą przyjemnością jest spacer wokół twierdzy z widokami na największe jezioro Europy.

 

 

Taki przedsmak Bajkału, który zobaczę kilka dni później.

Lubisz podróże? Spodobał Ci się ten artykuł?

Jeżeli TAK – dołącz do ekskluzywnego grona Ziemian Objechanych i polub na Facebooku FANPAGE tego bloga.

Zamieszczam tam relacje na żywo z podróży do najciekawszych zakątków globu i rady przydatne podczas organizowania wypraw oraz zdjęcia z wyjazdów.

Zapraszam także na mój profil na Instagramie oraz kanał na Youtube. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *