Podróżowanie stało się ostatnio łatwiejsze. Coraz więcej państw znosi obowiązek wizowy lub też ułatwia otrzymanie wizy na lotnisku lub lądowych przejściach granicznych. I chwała im za to.

Popularne stały się też wizy elektroniczne – łatwy, szybki i w sumie niezbyt kosztowny sposób. Ostatnio wprowadzone zostały między innymi przez:

AZJA:

Indie: https://indianvisaonline.gov.in/visa/index.html

Iran:  https://e_visa.mfa.ir/en/,

Kambodżę: https://www.evisa.gov.kh/

Myanmar: https://evisa.moip.gov.mm/

Oman: https://evisa.rop.gov.om/

Pakistan: https://visa.nadra.gov.pk/

Sri Lankę: http://www.eta.gov.lk/slvisa/

Tadżykistan: https://www.visa.gov.tj/index.html

Turcję: https://www.evisa.gov.tr/pl/

Uzbekistan: https://e-visa.gov.uz/main (Obecnie Polacy nie potrzebują wiz do Uzbekistanu)

Wietnam: https://evisa.xuatnhapcanh.gov.vn/trang-chu-ttdt

Arabię Saudyjską: https://visa.visitsaudi.com/

AFRYKA:

Egipt: https://visa2egypt.gov.eg

Etiopię: https://www.evisa.gov.et/#/home

Gabon: https://evisa.dgdi.ga/

Ugandę: https://visas.immigration.go.ug/

Zambię: https://eservices.zambiaimmigration.gov.zm/#/home

UWAGA, UWAGA: Rosja zapowiedziała wprowadzenie wiz elektronicznych od 2021 roku! To świetna wiadomość! Oby się udało! Pożyjemy, zobaczymy! 🙂

Od lipca 2019 roku można wjeżdżać do Obwodu Kaliningradzkiego na podstawie bezpłatnej e-wizy, a od października 2019 roku również do Sankt Petersburga.

http://electronic-visa.kdmid.ru/index_en.html

Pierwsze kroki w dobrą stronę zostały zrobione, czekamy na wjazd na całe terytorium Rosji z wizą elektroniczną.

*

Ale nie zawsze było łatwo na granicach. Poniżej opisuję kilka przygód, które spotkały na przejściach granicznych mnie i inne osoby.

Granica bułgarsko-macedońska. Awaria sieci komputerowej. Bułgarscy pogranicznicy biorą nasze paszporty, wklepują personalia do komputera, zrzucają dane na pendriva z którym musimy iść do punktu kontroli celnej. Tam procedura powtarza się. Z nieszczęsnym pendrivem podchodzimy do macedońskiej straży granicznej, potem do celników.

Wreszcie odbywa się ostatni akt przekraczania granicy i pozbywamy się przechodniego gadżetu., który trafia w ręce turystów jadących w przeciwną stronę.

Granica malezyjsko-singapurska. Wszystko idzie gładko. Na koniec, już po singapurskiej stronie otrzymujemy małe karteczki o takiej mniej więcej treści: Witamy w Singapurze. Języki urzędowe takie i takie, populacja tyle i tyle itd., a na końcu dopisek: jednocześnie przypominamy, że za przemyt narkotyków grozi kara śmierci. Życzymy udanego pobytu.

Cóż, jaśniej nie można 🙂

Granica albańsko-czarnogórska. Albańscy pogranicznicy twierdzą, że musimy zapłacić 10 euro za auto. Protestujemy wiedząc, że to lipa i że żadne opłaty nie obowiązują. W końcu opuszczają do 1 euro. I nawet dali pokwitowanie z nazwiskiem kierowcy i kwotą, ale bez żadnych pieczątek czy podpisów. Ten dokument ma wartość kwitu z pralni.

Granica ukraińsko-rumuńska. Ukraińcy wręczają nam spore płachty deklaracji celnych, gdzie należy wpisać dane podróżujących, samochodu itd. oraz gotówkę we wszystkich posiadanych walutach, a także przewożone kosztowności, elektronikę, a nawet dzieła sztuki i… materiały radioaktywne, broń, amunicję i narkotyki. Serio.

Wpisujemy wszystko co mamy, ale ktoś przez nieuwagę nie wpisał banknotu 20 euro leżącego w schowku. Orzekają, że konfiskata.

Kłócimy się, że ta kwota nie przekracza dozwolonej ilości waluty przy przekraczaniu granicy. Informują nas, że właśnie weszło nowe prawo i co nie zostało wpisane do deklaracji – przepada. I oczywiście dostaniemy pokwitowanie.

Nie odpuszczamy, żądamy kontaktu z ambasadą (oczywiście to taka zagrywka obliczona na zbicie przeciwnika z pantałyku) i rozmowy z przełożonymi.

Powiecie, że pieniacze z nas, kręcimy aferę o głupie 20 euro zamiast dać i jechać dalej w spokoju. Ja mam inne zdanie – mnie niczego nikt nie dał za darmo, na każdy grosz muszę zapracować, więc nie widzę powodu, by nabijać kabzę nieuczciwym funkcjonariuszom albo komukolwiek innemu i przyczyniać się tym samym do dalszego skubania turystów.

Poszli do budki, udają że gdzieś dzwonią, w końcu wrócili, oddali pieniądze, pogrozili palcem, że ostatni raz i kazali jechać.

Granica polsko-ukraińska w Medyce. Tłumy „mrówek” kursujących w obie strony. Robimy zdjęcia objuczonych babuszek pooklejanych spirytusem w woreczkach foliowych i kartonami z fajkami. Nie podoba się to ukraińskiemu strażnikowi. Przegląda zdjęcia w aparacie i każe wykasować te – jego zdaniem – newralgiczne. Że niby granica to obiekt militarny.

„Mrówki” mają w paszportach banknoty po 5, 10 USD. Wręczają dokumenty ukraińskiej kontrolerce, a ta otwiera je w ten wyćwiczony sposób, że pieniądze spadają do otwartej szuflady wystającej z biurka. Pieczątka, żadnej kontroli i witamy na Ukrainie.

Dawne czasy na granicy bułgarsko-rumuńskiej. Wracamy autobusem rejsowym ze Stambułu.

W cenie biletu łapówki dla Rumunów i Bułgarów. Butla whisky i karton Marlboro na kontrolera i jazda. Kiedyś kursowały takie autobusy przemytnicze z dżinsem, ciuchami, skórą i Bóg wie czym jeszcze.

Gdyby celnicy chcieli skontrolować zawartość luków bagażowych to pewnie spędzilibyśmy z 10 godzin na granicy. Oczywiście przemytnicy zorientowali się, że jesteśmy jedynymi turystami na pokładzie i chcieli, abyśmy wzięli na siebie trochę ich bagażu, ale oczywiście odmówiliśmy. Za dużo słyszeliśmy o bałkańskim szlaku heroinowym.

Potem jeszcze „opłata ekologiczna” za przejechanie przez rów z substancją odkażającą (?) i polanie nią burt autobusu i możemy jechać.

Granica senegalsko-gambijska w Seleti. Gambijczycy próbują wmówić mi, że muszę zapłacić 70 euro jakiejś opłaty granicznej, ale stoję twardo przy swoim, więc po jakimś czasie odpuszczają. Opisałem to szczegółowo w relacji z Senegalu, którą znajdziecie tu http://ziemiaobjechana.pl/2016/05/20/senegal-gambia/

Granica tajlandzko-birmańska. Jesteśmy na jednodniowej wycieczce do Złotego Trójkąta busem z hotelu w Chiang Mai. Zapewniają, że bez problemu wjedziemy do Birmy, mimo że nie mamy wiz. I faktycznie. Zabierają nam paszporty, kserują i wręczają … kopie (!)

O dziwo zadziałało! Zarówno tajscy jak i birmańscy pogranicznicy machnęli ręką i tak znaleźliśmy się w Birmie. Z kserówkami…

Po krótkim, kilkugodzinnym pobycie w tym kraju w ten sam sposób wracamy do Tajlandii, gdzie oddają nam paszporty. A co by było gdyby nie oddali?

Na granicy można kupić paczkę Marlboro za… 1 zł. Kupujemy żeby przetestować. Nigdy więcej! Tego „smaku” nie da się zapomnieć 🙂

Opowieść zasłyszana nr 1. Kolega wybrał się do Kazachstanu, ale pech chciał, że pochorował się i trafił na kilka dni do szpitala. Nie dopełnił tym samym obowiązku meldunkowego. Akcja działa się kilka lat temu, gdy bardzo tego przestrzegali.

Nie pomogły tłumaczenia i dokumentacja potwierdzająca pobyt w szpitalu. Obecnie wystarczy zarejestrować się podczas przekraczania granicy, ale to w sumie nowy przepis. Cofnęli go z przejścia granicznego na lotnisku za brak rejestracji, zabrali paszport i za kilka dni musiał stawić się do sądu. Dostał jakąś grzywnę i dopiero gdy ją uiścił oddali paszport.

A samolot do Polski oczywiście odleciał bez niego. Musiał więc ponieść kolejne koszty tj. zakupu biletu z dnia na dzień, co jest o wiele droższe niż dokonanie rezerwacji z dużym wyprzedzeniem.

Opowieść zasłyszana nr 2. Granica polsko-ukraińska. Znajomi przekraczają ją autem. Traf chciał, że jakimś cudem znalazła się w schowku pamiątka z Serbii w postaci zapomnianej łuski karabinowej, znalezionej w jakimś przydrożnym bałkańskim rowie.

Alarm! Każą im zjechać na boczny pas i uważnie pilnują. Zarzut: przemyt amunicji. Rozkręcają auto w poszukiwaniu innych „niespodzianek”. Ze Lwowa przyjeżdża na sygnale Służba Bezpieczeństwa Ukrainy z ekipą pirotechników. Przesłuchania, prześwietlanie auta i inne takie procedury. W końcu nic nie znajdują, co oczywiste i pozwalają jechać.

A Wy jakie mieliście „przejścia na przejściach”?

Komentarze dla: “Przejścia na przejściach” (ilość: 1 )

  1. Z dziwnych rzeczy związanych z przejściem granicznym przypomniała mi się historia moich kumpli, którzy zarobkowo wybrali się autem do Szwecji.
    Po przeprawieniu się promem przez Bałtyk podczas odprawy szwedzkich służb celnych pies od wykrywania narkotyków zaczął niuchać tylną kanapę , po czym zaczął ją drapać swymi ostrymi pazurami.
    Reakcja celników była błyskawiczna.
    Pies specjalnie szkolony do tych celów nie mógł się przecież mylić, to też odstawiono ich na bok.
    Po chwili pojawiła się specjalna ekipa, która zaczęła rozkręcać tylne siedzenia.
    Zdemontowano tylne siedzisko, rozbierając kanapę na części pierwsze.
    Nie przyniosło to żadnego spektakularnego efektu w postaci udaremnienia przemytu narkotyków, bo nic przecież nie znaleziono.
    Pies zachowywał się nadal dziwnie, wydawał się mocno pobudzony to też potomkowie Karola Gustawa przystąpili do dalszych działań. Zdemontowano części boczne tapicerki, dywaniki i inne plastiki wyposażenia wnętrza auta. Tutaj też zonk. Zupełnie nic…..
    Więc oni dalej, pościągali koła, poodkręcali nadkola, sprawdzili stan bagażnika i podłogi pod kątem korozji, obdzierając auto z resztek wykładziny.
    W wolnej przestrzeni kół poza dętkami i powietrzem też nic nie wykryli.
    Nie wspomnę, że z przewożonych bagaży pozostała tylko jedna wielka kupa ubrań i rzeczy osobistych, układających się w mendel kloszarda.
    Były to czasy przed przystąpieniem Polski do Unii, to też koledzy jechali do pracy nielegalnie. Dlatego kiedy im odpuszczono pozostawiając z tym całym bałaganem i rozebranym na części autem zupełnie nie protestowali. Byli szczęśliwi, że mogą jechać dalej, wystarczyło tylko wszystko poskładać w jedną całość.
    Ciekawe jakby zachowali się dzisiaj będąc niewinnymi obywatelami Unii?
    Znając ich rozkręciliby niezłą zadymę na przejściu 🙂
    I morał na końcowy:
    Przed wyjazdem zagranicznym z odprawą celną -Nie przewoźcie swoich suk, które mają cieczkę !
    Pozdrawiam blogera i życzę mocnego rozkwitu strony oraz dalszych przygód podróżniczych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *